Co się stało z tym ketchupem?
Co się stało
z tym ketchupem? Rzekł mój trzyletni syn, gdy wracaliśmy z rodzinnego wypadu na
frytki. Nierównomiernie rozłożony ketchup oraz brudna rączka były dla mojego syna
największym zmartwieniem. Jak bardzo chciałbym mieć tylko takie problemy.
Podczas
retorycznego monologu mojego syna zastanawiałem się skąd wziąć trzydzieści pięć
tysięcy złotych na dwuletni (nowy) samochód dla mojej żony. Zastanawiałem się,
co mogłoby być największą dźwignią dla mojego budżetu. Który sznurek pociągnąć,
na którą ścieżkę wkroczyć, albo po prostu skąd wykombinować hajs. Mógłbym
przytaczać setki możliwości, owijać je w przepiękne hasła typu „To Ferrari
tylko czeka żebyś do niego wsiadł”. Zachęcać Ciebie, do zakupu mojej książki
pod tytułem „jak zostać bogatym”
albo „jak dorobić się szybko i łatwo”. Mógłbym również reklamować swoją książkę
hasłem pod tytułem „po przeczytaniu tej
książki nigdy nie braknie Ci pieniędzy”. Kupiłbyś ją, a ja w końcu kupiłbym
żonie samochód, na który tak ciężko pracuje. Sprawiłbym delikatny uśmiech na
jej twarzy, która jest dla mnie wyznacznikiem wszystkiego co dobre. Dla której
chcę żyć i tworzyć, uczyć się i rozwijać. Zapewniłbym bezpieczeństwo mojemu
synowi, który jeździłby samochodem nowoczesnym. Nie starym golfem z dziurą w
tylnej klapie i skrzypiącymi drzwiami. Czy oni na to nie zasługują? Czy moje
żądania są zbyt wygórowane? A może żyję marzeniami, którymi umrę żałując, że nie
podjąłem się w życiu wyzwania, które by mnie wypełniło. Wyzwania, które
pozostawiłoby trwały ślad w historii mojej rodziny, przyjaciół, znajomych.
Czegoś co sprawiłoby, że na łożu śmierci zaśmieję się kostusze w twarz i powiem,
choć tu stara cholero, nawet jak mnie zabierzesz, będę żył w mojej twórczości.
Nie zabiorę ze sobą dwuletniego auta, ani ketchupu z frytek, tak jak ty nie
zabierzesz ze sobą pamięci o mnie. Tylko tego pragnąłem stara pokrako. Patrz na
moje dzieci, na największe z moich dzieł i idź się pieprzyć, bo jestem
nieśmiertelny…
Comments
Post a Comment